Street Food – Indonezja, część 2

Napisany przez dnia Gru 28, 2013 w onmyway.pl, Podróż | 6 komentarzy

Street Food – Indonezja, część 2

Indonezja – wiele lat zależna od Holandii, o mocnej przeszłości kolonialnej, jest jednym z krajów należących do CIVETS (nowy BRICS), a co za tym idzie jednym z najbardziej interesujących rynków wschodzących. Długie lata pod rządami Suharto, który okazał się być najbardziej skorumpowanym politykiem w historii (szacuje się, że dzięki korupcji zarobił do 35 miliardów dolarów), rozwój kraju był w pewien sposób wstrzymywany. Kraj, który ponad wszystko ceni sobie wolność, mimo różnic, mimo faktu, że składa się z około 17,5 tys. wysp, na których kultury są od siebie diametralnie różne. Indonezyjczyków łączy urzędowo stworzony język – Indonezyjski Bahasa, który wydaje się być stosunkowo łatwy do nauczenia, nie mniej jednak o materiały do nauki nie jest prosto. Jeszcze przed wylotem za pośrednictwem dwóch stron internetowych, udało mi się nauczyć kilku podstawowych słów, później poszerzając tę wiedzę w trakcie lotu Londyn – Singapur, by w końcu na miejscu być w stanie sklecić kilka zdań, przedstawić się.

Ryż

Trzeci na świecie producent ryżu (blisko 70mln ton), czego nie da się nie zauważyć – ryż jest wszechobecny. Czy to pod postacią tarasów ryżowych, pól, czy w knajpkach (do każdego możliwego dania, pomijając wszelkie rodzaje makaronów (MIE)). W McDonalds ryż pakowany jest w identyczny papier jak burgery, ma ten sam kształt. Można go znaleźć również w połączeniu z makaronami np. Soto Ayam.

Ludność

Istotna jest również liczba ludności, bo co dla niektórych może okazać się zaskakujące – Indonezja jest 4 krajem pod względem liczby ludności na świecie. Jawa natomiast, jest najbardziej zaludnioną wyspą na świecie, a liczba jej mieszkańców stale rośnie. Nie jest to dobre, nie mniej jednak ludzie przyjeżdżają za pracą, a Jawa daje jej najwięcej, jest też najbardziej rozwinięta. Dla porównania na Jawie na km2 przypada ok. 2000 osób, a na dużo większej Sumatrze (która jest większa od Polski) ok. 95 os. na km2.

rice

Wszystko jest GORENG! 

Goreng znaczy smażony. Warunki naturalne, historia, kultura – te czynniki miały wpływ na ukształtowanie się kuchni indonezyjskiej, w której olbrzymia część potraw jest goreng. Można znaleźć nawet lody goreng! Nic nie zastąpi znakomicie przyprawionego Nasi Goreng (smażonego ryżu)  – must have! – lub Mie Goreng (smażonego makaronu) kupionego za 3000 rupii na ulicy.

Street Food

Uśmiech kucharza, kiedy widzi Cię już z daleka jest nie do opisania. Przed nawiązaniem realnej przyjaźni, powstrzymuje nas bariera językowa, a szkoda bo z tłumaczeniem to już wszystko nie wygląda tak samo. Często u jego boku, stoi żona, siedzą malutkie dzieci, dla których gotuje. W naszej grupie przeważały kobiety, mężczyzn było tylko kilku. Może przez to często do naszego „Nasi Goreng Man” przychodziłem z kim innym, a najczęściej była to inna wolontariuszka. Uśmiech kucharza był jeszcze większy, a przywitaniu zaczęło towarzyszyć „Hello, handsome!”, tak i ja dostałem pseudonim podczas naszych obiadów.

W większości takich stoisk ulicznych, jedzenie jest na wynos, nie mniej jednak zdarzają się też takie z prowizorycznym stołem i kilkoma taboretami, gdzie możliwe jest jedzenie połączone z rozmową z kucharzem, trochę jak w barze.

 

nasigorengman

W przeciwieństwie do Indii, w Indonezji nie ma problemu z street food, należy jednak pamiętać o dezynfekcji rąk przed każdym posiłkiem. Prawie w każdym miejscu, gdzie można zjeść na miejscu, do obiadu dostaniemy darmową wodę. Nigdy jej nie wypiłem, tak jak i większość europejczyków, ale trzeba zaznaczyć, że osobom które się na to zdecydowały nic nie było. Potrawy na Jawie są ostre, a sama Jawa w stosunku do reszty wysp do najostrzejszych nie należy. Mimo to, od pierwszego dnia jedzenie wypalało mi buzię (jestem, albo lepiej – byłem fanem łagodnego jedzenia). Jedyne co można zrobić, by nie naginać świata do siebie, a siebie w stosunku do świata otaczającego, to przyzwyczaić się do tej ostrości, co jak się okazuje nie jest takie trudne. W drugim tygodniu ostrość stała się normalna.

Po powrocie, nie mogłem doczekać się naszego rosołu – pierwszy obiad, rosół podany, biorę pierwszą łyżkę i zastanawiam się co jest nie tak. Ta zupa zupełnie nie ma smaku! Był taki jak zawsze, a dla mnie mimo wszystko zupełnie inny. Skończyło się na dodaniu dużej ilości Tabasco – zyskał na ostrości. Teraz, po kilku miesiącach, od pikanterii znowu się odzwyczaiłem.
44

 

Na Jawie raczej nie spotkałem się z warzywami w posiłkach, trochę zielonego ogórka, zielone warzywo przypominające szpinak, czasem sałata ale głównie dla ozdoby, pojawiał się też pomidor. Większość posiłków to ryż + kurczak + tofu + jajko sadzone + chrupiące (nazwijmy to umownie) chipsy, których jednym ze składników jest proszek z tartych rybich ości. Zaczynając już temat ryb, nie można zapomnieć o dużej różnorodności dostępnych owoców morza, które są świetnie przyrządzane. Posiłek na który najciężej było mi się zdecydować, ze względu na widok (były to prawdopodobnie głowy kalmarów? – na pewno głowy) okazał się być najlepszą rzeczą jaką udało mi się zjeść przez 2 miesiące. Natomiast chyba najdziwniejszym posiłkiem było całe brązowe jajko – jajko na twardo – gotowane kilkanaście godzin. Dostępnych jest też mnóstwo pysznych owoców, o których istnieniu czasem nawet nie wiedziałem. Warto eksperymentować, jeśli tylko ktoś nam pokaże jak dany owoc się obiera i którą część się je.

Reasumując:

1. W Indonezji nie bój się street food’u – jedzenie jest o niebo lepsze niż w restauracjach, jest prawdziwe, a dodatkowo tanie. W biegu, możemy złapać kilka bananów smażonych w cieście na głębokim oleju za kilka gorszy.

2. Z mojego doświadczenia, im „zachodniej” wygląda knajpka, tym jedzenie będzie gorsze.

Spróbuj: Nasi Goreng, Mie Goreng, Soto Ayam, Ayam Goreng, Martabak, wszelkie dostępne owoce morza, owoce

Ayam = Kurczak
Keju = Ser
Nasi = Ryż
Mie = Makaron

streetfood

ryba

d

 

PS. Indonezyjskie kurczaki są dla europejczyków co najmniej dziwne, a sposób ich podania jest często jeszcze dziwniejszy.

kurczok

 

WykopShare

6 Komentarze

  1. Niesamowite miejsce. Może kiedyś skuszę się na podróż i tutaj. Na razie największą moją przygodą była Wyspa Wielkanocna. Street Foodów tam nie uświadczysz :-)

  2. oryginalnie te danie wyglądają, naszła mnie ochota na banany smażone w cieście :)

  3. Świetnie wygląda Indonezja. Na pewno jeden z moich punktów w które muszę się wybrać w przyszłości :)

  4. Moim marzeniem jest wyjazd do Indonezji. Te piękne widoki, jedzenie aż się rozmarzyłem.

  5. Świetne dwa wpisy o wyprawie do Indonezji co, gzie można zwiedzić i zjeść – super rady! Mam nadzieje że kiedyś ziści mi się marzenie i polecę tam.

  6. Mnie osobiście taka forma posiłków (street food) przekonuje. Lubię ryzykować :-)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *