Indonezja – Podróż

Napisany przez dnia Lip 15, 2013 w Ludzie, onmyway.pl, Podróż | Możliwość komentowania Indonezja – Podróż została wyłączona

Indonezja – Podróż

Szczęśliwy, że dolecieliśmy na czas do Londynu, podążałem za fioletowymi znakami „flight connections” by zmienić terminal. Wszystko wydawało się być w porządku (na przesiadkę w Singapurze miałem 40min, więc ważne było byśmy wystartowali i wylądowali na czas), boarding był szybki, wszyscy (prawie) byli już na swoich miejscach, ruszyliśmy, trwało to może 20 sekund, po czym stanęliśmy i staliśmy tak godzinę.

 

Siedziałem między 60-letnim Anglikiem  i 26-letnim fotografem z Hong Kongu, który właśnie wracał z 2 tygodniowej podróży po Europie (Paryż-Amsterdam-Paryż-London) . W podróż zabrałem książki, których nawet nie otworzyłem. Singapore Airlines oferuje „ekran” na którym można oglądać filmy, grać, uczyć się języków, oglądać przewodniki i prasę, nie da się nudzić. Economy class nie oferuje niestety zbyt wiele miejsca, tylko siedzenia są wygodniejsze. No i znane na cały świat singapurskie stewardessy wcale nie są tak niezwykłe.

Lot nie należał do najprzyjemniejszych, mieliśmy kilka razy olbrzymie turbulencje (kobiety piszczały, gdyby nie pasy, prawdopodobnie można by było uderzyć głową o sufit).

IMG_20130709_112857

Dolatujemy, Kai (Hong Kong) i ja gotowi do wyjścia, musimy czekać aż wyjdą wszyscy (siedzieliśmy prawie na końcu, otworzyli tylko jedne drzwi). Mój lot do Bandung jest za 30min, jego do domu za 40min.

Biegnę, muszę zmienić terminal. Lotnisko okazuje się nie być takie duże, aczkolwiek od razu czuje, że jestem w Azji. Czuje się obco, jestem inny. Dobiegam do Sky Train, odbywam krótką podróż (5min) z widokiem na palmy rosnące między terminalami. Jestem w trasie od blisko 20 godzin, marzę o prysznicu. Wbiegam na terminal, widzę kobietę ruszającą z pasażerami „meleksem”, wyskakuje jej przed koła i pytam gdzie jedzie, okazuje się, że w moją stronę, za pierwszym razem odmawia, ale nie daje za wygraną i w końcu wskazuje na miejsce obok siebie. Po chwili pędzimy przez terminal, krzycząc do ludzi by się odsuwali. Po 7 min wysadza mnie pod strzałką na terminal E2, znowu biegnę, na szczęście do bramki nie było daleko. Wchodzę jako ostatni, na tablicy widnieje „Last Call”. Po 10 min siedzę już na pokładzie samolotu, który zabierze mnie do Bandung. Patrząc na wszystko, czuję się jak w PRL-u (stroje stewardess, kolory, film instruktażowy na ekranie). Moje drugie skojarzenie to moment z „Argo” gdy amerykanie siedzieli już na pokładzie samolotu wylatującego z Teheranu. Po raz drugi czuje się obco, na pokładzie jest tylko dwóch europejczyków, witamy w Azji!

Do Bandung dolatuje na czas, pod skórą przeczuwam, że mój bagaż nie zdążył na samolot. Po 30 min stania nad taśmą, która miała prawie 3 metry długości, którą obsługiwało czterech mężczyzn byłem już pewny. Mój bagaż nie doleciał. Dostałem kartkę, poinformowano mnie, że będzie jutro, więcej dowiedzieć się nie mogłem, bo prawie nikt w Indonezji nie znam angielskiego, a moje 10 słów w bahasa nie wystarcza.

Ps. Bagaż odnalazł się po 4 dniach.

WykopShare