36 godzin w Bolonii

Napisany przez dnia Maj 30, 2012 w Podróż | 6 komentarzy

36 godzin w Bolonii

To był moment – nie wiedząc czy w ogóle będziemy w stanie w środku maja lecieć gdziekolwiek, kupiłem (w miarę) tanio bilety.
Nasz cel: Bolonia, komunistyczne miasto studentów. Przygotowania? Żadnych, prawdopodobnie wynikające z braku czasu. Przewodnik kupiony godzinę przed odlotem przestudiowany na pokładzie samolotu (bardzo marny, więc nie zostanie polecony. Ostatni dostępny w Emipku. Jedyną korzyścią jaką nam przyniósł była dosyć dobra mapa). Widzimy, miasto nie jest zbyt duże, więc tym razem obejdzie się bez przygotowania „trasy” (co było niezbędne w Rzymie). No to lecimy!

 

Lotnisko

Ok. 17:30 lądujemy w Bolonii z nadzieją na gorące popołudnie.. niestety wita nas dosyć zimny wiatr. Właściwie pogoda nie różni się od tej jaką zostawiliśmy w Krakowie. Szybki rzut oka na lotnisko (na którym mieliśmy spędzić drugą noc, przed odlotem), które ciągle jest w remoncie, co na szczęście w niczym nie przeszkadza podróżującym. Wielkością porównywalne jest do Balic.

Podczas przebieżki po lotnisku doznaliśmy miłego zaskoczenia – LEŻAKI! Tym razem noc na lotnisku będzie duuuuużo wygodniejsza i cieplejsza. (Poprzednim razem spaliśmy na Rzym-Ciampino, otwarty tylko terminal przylotów, który wielkością nie przypominał nawet dworca PKP. Zimno + maaasa Polaków i Hiszpanów czekających na swoje poranne (5:00) loty).

Transport

Pora znaleźć autobus, który zawiezie nas do centrum. Na forach czytałem sporo o autobusach podmiejskich, które są o połowę tańsze, ale nie miałem okazji żeby bliżej się z tym zapoznać. Tak więc, decydujemy się na drogi, turystyczny autobus kursujący na trasie Lotnisko (BLQ) – Dworzec Główny. Cena: 6€ w jedną stronę. (Kiedy zapytałem o jakąś zniżkę dla studenta, kierowca odpowiedział, że nie przysługują. Na kasie natomiast zauważyłem możliwość 3€ridotto?” (zredukowany) – tak więc jeśli ktoś z was będzie miał okazję, to może wykorzystać tą wiedzę.

Na trasie dużo dziur, w autobusie mega ciepło. Mieliśmy jechać prosto na dworzec, jednak plan się zmienił. Po drodze zobaczyliśmy nazwę ulicy, która była bardzo blisko naszego noclegu. Tak więc na przypadkowym przystanku wysiedliśmy w środku miasta. Szybko dotarliśmy do naszego B&B, niestety właściciela nie było. Umówiliśmy się na 20:00 i dokładnie o 20:01 (jednak) właścicielka Cristina przyjechała. Czas jaki mieliśmy do 20 wykorzystaliśmy na pierwszy spacer po mieście oraz kupienie owoców w ostatnim otwartym sklepie/stoisku.

 

 

Miasto

Mimo wszystko byłem zaskoczony wielkością i utrzymaniem centrum w historycznym wyglądzie. To wspaniałe kiedy z szeregu kamieniczek nie wyrasta nagle  jakiś szklany wieżowiec. Miasto dzięki temu zachowuje swój niepowtarzalny urok.

Arkady – już się nie dziwię dlaczego to miasto z nich słynie i dlaczego parasol tam jest słowem obcym. Deszczu, który nas zaskoczył, nawet nie odczuliśmy. Tytułowe arkady służyły nam za dach podczas spacerów, ktoś miał racje stwierdzając, że w Bolonii można zapomnieć jak wygląda niebo. Dodatkowo stanowią one miejsca spotkań studentów, spożywania drugiego śniadania czy nawet obiadu. Zimne piwko też dobrze pod nimi smakuje : ).

 

 

Zabytki?

Generalnie żaden w jakiś wyjątkowy sposób nie odbił na nas swojego piętna. Miasto jako całość jest urocze, z brylującymi nad nim wieżami. Oczywiście każde miejsce zaznaczone na czerwono na mapie jest warte zobaczenia. W zamian jednak proponuje proste zgubienie się i przemierzanie wąskich ulic.

Naszym ulubionym miejscem stały się schody pod Bazyliką na piazza Maggiore. Spędziliśmy tam trochę czasu obserwując ludzi, jedząc owoce, pizze i pijąc piwo. Oczywiście nie byliśmy tam jedynymi ludźmi. Wielu przyjeżdżało na rowerach, wyciągało złocisty trunek i rozmyślało nad trudnym dniem, który właśnie dobiegał końca. Plac mimo potencjału jaki ma szybko milknie i wyludnia sią, a szkoda!

 

 

Jeśli chodzi o muzea i galerie, to zaskakujące są niskie ceny 2-5€, które w końcu nie odrzucają. Tak też udało nam się zbadać Galerię Narodową (Pinacoteca Nazionale Bologna), której zawartość jednak nie rzuciła na kolana, może po prostu przez naszą słabą znajomość sztuki tamtych czasów. Mimo wszystko to miejsce wydaje się być idealne do takich zdjeć:

 

 

Wejście na wieżę kosztuje 3€ i też jest warte swojej ceny. Wąskie schodki, które ciągną się w nieskończoność, zwieńczone są zasłużona nagrodą czyli panoramą miasta i miejscem idealnym do refleksji czy rozmów.

GDZIE JEST SKLEP?

Wielkim wyzwaniem okazało się dla nas znalezienie sklepu spożywczego. Przeszliśmy wiele ulic zanim tego dokonaliśmy. Dla zainteresowanych od razu podaje ulicę: via delle Belle Arti kilka kroków od skrzyżowania z via Antonio Bertoloni.

 

Przydatne informacje:

Cena biletu z lotniska (BLQ) – do Centrum 6€

Woda 0,5l od 0,22€

Piwo 0,33l 1,10€

8 plastrów szynki parmeńskiej ok. 4€

Galeria Narodowa 2€ (ulgowy) 4€ (normalny)

Wejście na wieżę 3€

Autorką wszystkich zdjęć jest Olga Dubinin.
Kontakt: olgadubinin@op.pl 

WykopShare

6 Komentarze

  1. Jak już wiadomo niezła i szybka podróż. Super zdjęcia, mam nadzieję na więcej, ta niewielka ilość zapowiada nie lada gratkę do oglądania, brawo Olga!!! I cóż te schody….., niezłe (he, he, he…)

  2. Widzę, że kolejny wypad się udał. Fajna relacja i jak zawsze genialne fotki :)

  3. Ale fajne :) i tekst i zdjecia :)

  4. Piotrek! Bardzo kreatywny pomysł na bloga, fajnie się czyta, aż żal ściska wiadomo co i chce się wyjechać :)

    • Dziękuję! Na co czekasz, przecież masz najdłuższe wakacje w życiu, pakuj się i jedź! : )

  5. Świetny, ciekawy i tani pomysł na podróż

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *